Archiwum dla Kwiecień 2010

Muzeum Policji, ul. Domaniewska 36/38

22 kwietnia 2010

Zgodnie z listą obiektów, nie zważając na zmieniającą się dziś co 15 minut pogodę, udaliśmy się na ulicę Domaniewską 36/38 do Muzeum Policji. Po krótkim reaserchu w internecie targały nami wprawdzie pewne wątpliwości co do celowości wycieczki, ale punkt na liście jest, trzeba więc to sprawdzić. Szczególnie niepokojąca wydawała sie wypowiedź pewnego pana umieszczona na jednej ze stron z lokalizacją muzuem: „Muzeum Policji od ok. 2 lat nie funkcjonuje w tym miejscu. Namiastka muzeum znajduje się w Komendzie Stołecznej w Pałacu Mostowskich. Numer telefonu też nieaktualny. Wiem bo pracuję w tym budynku. Warto by było nie podawać tu nieaktualnych danych.” Zaraz pod tą informacją pochodzącą sprzed 2 miesięcy jest zamieszczona inna, sprzed około 6 lat (sic!, internet jest już jednak stary…): „muzeum jest cool, tym bardziej ze za friko jest wstep. Warto zobaczyc!”. Wiedzieliśmy już więc, że Muzeum może nie być, ale jeśli jest to jest cool i za friko.
Tak więc, pomimo drobnego gradu, udaliśmy się na ulicę Domaniewską.

Charakterystyczny budynek typu LIPSK najlepiej prezentuje się od strony ulicy Domaniewskiej:

Muzeum Policji, Domaniewska 36/38, 22.04.2010

Nie odstraszył nas brak jakichkolwiek tablic informacyjnych, strzałkek czy znaków kierujących do Muzeum Policji – w końcu to Muzeum Policji, trzeba wykazać się pewnymi zdolnościami detektywistycznymi i po nitce do kłębka wyjaśnić zagadkę. Nitką okazała się poprzeczna ulica Magazynowa, przy której znajduje się wejście do budynku:

Muzeum Policji, Domaniewska 36/38, 22.04.2010

I dzięki nitce szybko udało nam się znaleźć kłębek:

Muzeum Policji, Domaniewska 36/38, 22.04.2010

Więc jednak jest. Wchodzimy do środka. Na przeciw wejścia drzwi do ogromnej stołówki, duży ruch i zachęcające zapachy. Prawdopodobnie stołuje się tu większość pracowników okolicznych biurowców. Jednak znów żadnej tablicy informacyjnej o Muzeum. No nic, trzeba zrobić wywiad środowiskowy. Informacją służy nam sympatyczny Pan Ochroniarz, cechujący się charakterystyczną dla tej grupy zawodowej chęcią do przyjemnej pogawędki. Na nasze pytanie o Muzeum Policji najpierw reaguje kilkoma sekundami milczenia a potem pytaniem „A po co to Pani?” Gdy tłumaczymy że chcielibyśmy po prostu zobaczyć jak wygląda Muzeum, odpowiada konfidencjonalnie, że owszem, Muzeum można zobaczyć, ale tam właściwie nie ma nic do zobaczenia. Gdy nadal wyrażamy chęć obejrzenia zbiorów Muzeum, Pan Ochroniasz wskazuje nam drogę na pierwsze piętro – tam znajduje się siedziba Muzeum Policji.

Tu zaczyna się ta część relacji na którą nie mamy potwierdzenia w postaci zdjęć. Dołączył bowiem do nas Pan Ochroniarz i na nasze pytanie o robienie zdjęć w środku, bardzo grzecznie, ale się nie zgodził. Z resztą nie bardzo było co fotografować. Spośród kilku gablotek stojących na korytarzu, tylko jedna miała blady związek z Policją, pozostałe należały do innych instytucji mieszczących się w tym samym budynku. W Muzeum można więc zobaczyć jak wygląda Biuletyn Informacyjny Policji, znaleźć informację o bibliotece i to właściwie wszystko. Od Pana Ochroniarza dowiedzieliśmy się za to, że kiedyś Muzeum wyglądało bardziej imponująco. Na korytarzu były m.in. dwa mundury granatowej policji. Jednak zimą większość eksponatów wyekspediowano, prawdopodobnie do Pałacu Mostowskich, ze względów bezpieczeństwa – z dachu pociekło… Przemiły Pan Ochroniarz obiecał dowiedzieć się o co tak naprawdę chodzi z Muzeum Policji na Domaniewskiej, częściowo (prawdopodobnie) z sympatii do nas, częściowo dla własnej wygody. Podobno dość często ludzie o to pytają – a to, przy ładnej pogodzie ktoś przyjdzie z dziećmi, a to ktoś inny wpadnie na obiad do stołówki, zobaczy szyld i docieka…

Jak wyglądało Muzeum Policji w Pałacu Mostowskich w grudniu 2008 roku możecie zobaczyć tutaj. Zastanawiający jest ten zwyczaj lokowania policyjnych eksponatów w korytarzach…
Może jednak w końcu doczekamy się w Warszawie fajnego Muzeum Policji. Pomijając mało chlubne momenty z przeszłości, policjanci zasługuja na porządne muzum – może takie gdzie możnaby było pobawić się proszkiem daktyloskopijnym, zobaczyć jak z bliska wygląda radar ręczny, zgromadzić w jednym miejscu stare mundury i radiowozy, np takie jak ten.

Lokalizacja

Zabudowa garaży taboru miejskiego (lub – prościej zajednia MPO)

21 kwietnia 2010

Przyznajmy że zajezdnia MPO brzmi mniej dumniej niż „zabudowa garaży taboru miejskiego”. Wszystko sprowadza się jednak do jednego, a raczej do dwóch – do budynku administracji i garażu, w którym parkują i są serwisowane miejskie śmieciarki. Zwykle zwracamy na nie uwagę gdy nad ranem, na ogromnym kacu brzęk butelek i metaliczne dźwieki wyrywaja nas z kojących objęć Morfeusza. Bywają także pomocne gdy bardzo spóźnionym wieczorem orientujemy się że w kieszeni brak środków na taksówkę, która odtrasportowałaby nas bezpiecznie do domu, a na polewaczki za wcześnie bo jest jeszcze wczesna wiosna i asfalt o świcie nie wymaga chłodzenia zimną wodą ani czyszczenia. Znamy je także z opowieści sąsiadów, tych z nich, którzy czerstwi i świeżo po odprężającym joggingu wybiegają skoro świt po grahamki i pachnące farbą drukarską gazety. Tak, niektórym dane jest zobaczyć je na trzeźwo w świetle wschodzącego dnia… Śmieciarki.

Ci, którzy nie pompują co rano świeżego, miejskiego powietrza w zmęczone płuca podczas zdrowotnej przebieżki, a którzy jednak mieliby ochotę poogladać te mityczne kreatury, polecam wizytę w ich mateczniku – w zajezdni MPO. Jej lokalizacja nie jest objęta tajemnicą, a dodatkowym ułatwieniem jest jaskrawo pomarańczowy kolor wozów parkujących na placu z tyłu budynku.
Pomiędzy ulicami Madalińskiego, Sandomierską a Melsztyńską znajduje się zaprojektowany przez Tadeusza Emmela i ukończony w 1927 roku kompleks budynków w którym stacjonują na codzień te niecodziennie widywane maszyny. Kompleks składa się z budynku administracyjnego i dużego garażu. Od ulicy Madalińskiego, gdzie ciągnie się elewacja garażu, budynek nie wyglada imponująco.

Warto jednak podejść bliżej i spojrzeć nieco w górę – w szczycie centralnej cześci garażu, nad jedną z trzech bram od strony ulicy, umieszczony jest medalion z syrenką warszawską.

Syrenka wyrzeźbiona przez Zygmunta Otto jest bardzo nietypowa i naprawdę warto ją bliżej poznać. Nie przypomina zupełnie eterycznych, dlugowłosych stworzeń z Rynku Starego Miasta czy wiaduktu ulicy Karowej, daleko jej też do monumentalnej Syreny z Wybrzeża Kościuszkowskiego, chociaż tak jak one, obowiązkowo w Warszawie, dzierży miecz i tarczę. Syrenka Otto z garażu MPO z krótką grzywką i ścietymi prosto włosami odsłaniającymi szyję i kark wygląda raczej jakby na początku XX wieku wybiegła z kawiarni na Nowym Świecie, gdzie wśród dymu papierosów i gwaru rozmów, przegrała zakład z jakimiś artystami w wyniku którego musi teraz, półnaga, strzec śmieciarek i pilnować porządku na Madalińskiego.

Być może ze względu na piękną Syrenę architekt postanowił ozdobić nieco szary schron wozów porządkowych. W efekcie w środku możemy podziwiać światło przedzierające się przez luksfery w bramie wjazdowej i wpadające przez świetliki przypominające do złudzenia okna w nawie głównej układu bazylikowego.

I, przy odrobinie szczęścia, możemy zobaczyć takie kolory od strony ulicy Madalińskiego:

A tak wygląd budynek administracyjny od strony parkingu:

Czy nadal śmieciarki kojarzą Wam się tylko z kacem i tańszą taksówką?

W Warszawie budynki mają swoją historię. Tak się dziwnie dzieje w tym mieście, że historia dotyczy przeszłości i przyszłości w niemal tym samym stopniu. Garaż MPO przy Madalińskiego miał stać się nową siedzibą Teatru Warlikowskego. Oficjalny adres Nowego Teatru to Madalińskiego 10/16, jednak przedstawienia odbywają się w innych, gościnnych lokalizacjach, a na przekształcenie zajezdni w teatr trzeba będzie jeszcze poczekać.

A żeby przekonac się, że pracownicy MPO mają poczucie humoru i pracują z prawdziwym powołaniem – posłuchajcie piosenki (i cóż że z Niemiec:-)).

Lokalizacja